Jest on. Przystojny, zabawny, troszczy się o mnie. To mój chłopak. Wszyscy zazdroszczą mi, że go mam. Moja rodzina go lubi, a on traktuje mnie jak skarb. To ideał. Ale jest też ona. Stanowczo nie jest aż tak idealna w oczach wszystkich ludzi. Ona mnie kocha. A ja nie mogę jej tak po prostu odrzucić.
Z nim jestem już od dłuższego czasu. Moja rodzina wręcz go uwielbia, jest najlepszym co mnie w życiu spotkało. Dzięki niemu wyszłam z depresji i zagoiły mi się rany na nadgarstkach, a do tego nie pojawiają się nowe. Codziennie mi pomaga i robi dla mnie wszystko. Daje mi to o czym marzę, zawsze. I stawia moje szczęście nad swoim. Jest tą osobą z którą chcę spędzić całe moje życie. Gdybym czegoś chciała i go o to poprosiła, to zrobiłby wszystko, żeby mi to dać. Zabrałby mnie gdzie chcę. Rozmawia ze mną o wszystkim i mam pewność, że zawsze będę miała w nim poparcie. Broniłby mnie choćbym i nie miała racji. Odciąga mnie od złych nawyków, dzięki niemu jem więcej i staram się spać w nocy. No i robi świetne naleśniki. Jest zaradny i bardzo mu ufam.
A ona... cóż powiedzieć. Jest piękna. Pociąga mnie. Uwielbiam jej styl bycia, to, jak do mnie mówi. Widziałam się z nią dosłownie kilka razy, a jej oczy są tymi, które pamiętam najlepiej. Dzisiaj spojrzałam na jakieś całkiem losowe zdjęcie i pierwsze co pomyślałam to "ma usta jak ona". Tak, jej usta też dobrze pamiętam. Są świetne. Lubię jak nimi... mówi. Po prostu. Uwielbiam ją. Ale nie wierzę, że mogłoby między nami zaistnieć coś na dłużej. Często wytyka mi wady, robi mi na złość, na siłę robi wyrzuty sumienia. Wiem, też często to robię. Ale nie mogłabym z nią być.
A ona ma swoje.
Eh. Kolejnego chłopaka. Tak, kocha mnie od dłuższego czasu. To by było już... półtora roku? Owszem, gdy się poznałyśmy byłam z poprzednim chłopakiem, ale szybko się to zmieniło. A ona od tamtego czasu próbuje mnie zdobyć.
Nie wiem czy powinnam czuć się źle. Z jednej strony czuję, że tak. Z drugiej, że nie. Nie odrzucam jej i przyznaję się do tego. Mówię jej często, że chcę być z nim i nie ma opcji, żebym zrezygnowała z niego dla niej. Ale zupełnie nie mówię jej, że jej nie chcę... bo chcę.
Nie mam siły więcej pisać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz