Nawet sobie nie wyobrażacie, jak mi wstyd za tego bloga. W sensie, że ten blog w ogóle istnieje. I cieszę się, że nikt go nie czyta. Zdaję sobie sprawę z tego, że ktoś, kiedyś, raz może na niego trafić, ale to za wiele nie zmienia. Nadal wygodniej mi czasem coś tutaj wrzucić niż się pieprzyć z jakimś pamiętnikiem czy czymś.
Byłam ostatnio w pubie, było całkiem ok. Dobrze się bawiłam. Za to znów poczułam to co zawsze - jestem w porządku dopóki ludzie, z którymi rozmawiam, nie poznają mojej przyjaciółki. Bo wszyscy zawsze lubią ją bardziej niż mnie. Nie dziwię się, absolutnie, w końcu za coś ją kocham i doceniam, że ona w ogóle się ze mną zadaje, ale jak mam się z tym czuć?
Chyba wszyscy myśleli, że wymiotowałam. A ja zamknęłam się w łazience i ryczałam, pytając siebie, dlaczego w ogóle wychodzę z domu.
Wesoło, nie powiem, że nie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz